WYŻSZA UCZELNIA W OTOCZENIU SPOŁECZNYM CZ. II

– Powoływał się Pan Rektor na początku wywiadu na doświadczenia Stanów Zjednoczonych. W systemie szkolnictwa wyższego tego kraju funkcjonują uczelnie cieszące się zarówno dużym, jak i małym prestiżem w społeczeństwie, co wpływa znacząco na wartość rynkową dyplomu. U nas tego zróżnicowania nie ma.

– Tak, zgadzam się. W Polsce nie ma tradycji rankingowania uczelni. Postępując według starej wypróbowanej tradycji komunistycznej „divide et irnpera” rozczłonkowano ogromnie uczelnie i mamy ich obecnie ponad sto, ale tych dobrych, zasługujących na miano wyższych uczelni jest pewnie około dwudziestu. Dla porównania podam, iż RFN miała ich w sumie pięćdziesiąt jeden, a była dużo większym krajem niż Polska, Włosi mają też około pięćdziesięciu wyższych uczelni. Ostatnio na szczęście występuje tendencja do łączenia się uczelni, więc może w niezbyt dalekiej przyszłości powstanie ich mniej, ale za to lepszych. ‚

– Czy wystarczy połączenie kilku uczelni, aby powstała nowa jakość?

– Na to składa się wiele czynników. Ważny jest prestiż społeczny, o którym mówiłem, no i zarobki, na jakie może liczyć absolwent uniwersytetu. W obecnych warunkach jedynie ludzie mający dyplomy niektórych specjalności mogą dobrze zarabiać. Na przykład ci, którzy uczą prywatnie języków, czy ci, którzy zatrudniają się prywatnie jako radcy prawni lub specjaliści komputerowi. Krążą na ten temat różne opowieści. Mówi się, że student piątego roku zatrudniany w prywatnej firmie dostaje i j milionów, podczas gdy profesor, który go uczył przez pięć lat zarabia około 3 milionów.

– Czy prywatne firmy, jak widać z tych przykładów, zainteresowane absolwentami Uniwersytetu, nawiązują jakąś współpracę z uczelnią? Czy może robią to firmy państwowe? Chodzi mi o programy nauczania, działalność badawczą, ekspertyzy itp.

– Na dużą skalę takiej współpracy nie ma, ale występują pewne zwiastuny zmian w tej dziedzinie. Na poparcie tego niech służy przykład z ostatnich miesięcy, a mianowicie, aby zadość uczynić zapotrzebowaniu społecznemu i potrzebom państwa, utworzyliśmy Podyplomowe Studium Samorządowe. Jest ono międzywydziałowe. Będziemy w nim kształcić ludzi, którzy są obecnie społeczeństwu potrzebni.

– Wspomniał Pan Rektor, że społeczeństwo nie ceni wykształcenia, ale czy można powiedzieć, że jest ono wykształcone?

– Zdecydowanie nie. Edukacja była u nas nie doceniana przez dziesięciolecia i jest tak nadal. Liczba studentów w stosunku do ludności jest u nas trzykrotnie niższa niż w krajach rozwiniętych. U nas studiuje około to% rocznika młodzieży w wieku maturalnym, w Wielkiej Brytanii – ponad 20%, a w USA – prawie 40%. Nasze społeczeństwo staje się niewykształcone. Licea ogólnokształcące kończy tylko około 20% młodzieży, a są to szkoły, które przygotowują kandydatów na studia wyższe. Pod względem poziomu edukacji szybko cofamy się, podczas gdy inne społeczeństwa idą do przodu.

– Czy w sytuacji, gdy społecznie odczuwana wartość wyższego wykształcenia jest niewielka, nie należałoby oferty edukacyjnej Uniwersytetu uzawodowić, ukonkretnić?

– Nie, nie wydaje mi się to słuszne. Państwo jest organizmem całościowym, musimy mieć specjalistów, którzy rozumieją matematykę i historię. Potrzebne są także języki obce i to nie tytko angielski, niemiecki czy francuski, ale także chiński i arabski. Musimy mieć równomiernie

– 5 kształconych specjalistów. Jeśli na przykład zrezygnowalibyśmy z języka arabskiego, to stracilibyśmy kontakt z ogromną częścią świata. Przykłady te można mnożyć. My nie możemy powiedzieć, że jedno jest mniej ważne od drugiego. O tym może decydować rynek: jedne specjalności są bardziej popularne od innych.

– Co najbardziej, zdaniem Pana Rektora, utrudnia dobre funkcjonowanie Uniwersytetu?

– Bezpłatność edukacji. W odbiorze społecznym to, co nie kosztuje, jest mało warte, to, co kosztuje, musi być więcej warte. Budżet wszystkich instytucji edukacyjnych jest zawsze niewystarczający. W fabryce, gdy robotnicy zastrajkują, to mają szanse na wzrost wynagrodzeń. Tymczasem z nauczycielami nikt się nie liczy. Edukacja jest zawsze na końcu. Jedynie odpłatność studiów może zapewnić stały dopływ pieniędzy do wyższych uczelni. Musi temu towarzyszyć szeroko dostępny system kredytów długoterminowych, stypendiów, fundacji i innych funduszy, który umożliwia studiującym wpłacanie pieniędzy do kasy uniwersytetu z minimalnym udziałem własnych kosztów lub nawet bez konieczności sięgania do swojej kieszeni. Tego typu system funkcjonuje znakomicie w Stanach Zjednoczonych. Tam 80% studentów korzysta z jakiejś formy pomocy socjalnej.

– Ostatnio i tam fundusze na pomoc dla studentów ulegają zmniejszeniu.

– No tak, ale zmniejszają się od poziomu wspomnianych 80% studentów. Powinniśmy tego typu system wprowadzić jak najszybciej. Wtedy instytucje państwowe (np. banki) będą mogły zawierać umowy w sprawie finansowania studiów z poszczególnymi studentami.

– Czy odpłatność studiów nie będzie zmuszała Uniwersytetu do indywidualizacji programu nauczania, do przebudowy oferty edukacyjnej? Studenci mogą mieć bardzo zróżnicowane potrzeby edukacyjne, a gdy będą płacić to będą mogli wymagać.

– Bardzo bym tego chciał. Od chwili, gdy znalazłem się w tym gabinecie, walczę o to, aby nasze uniwersytety upodobnić do amerykańskich. To znaczy, aby programy były otwarte, aby istniał system kredytowy (punktowy) i aby nie było żadnych stałych programów. Używając naszego języka – powinny to być studia indywidualne dla każdego. Powinno również nastąpić zniesienie barier międzywydziałowych. To już zaczyna powoli działać, pomimo konserwatyzmu kadry. W tym roku po raz pierwszy przyjęliśmy czterdziestu paru studentów na siedem wydziałów jednocześnie. Mówię o Eksperymentalnych Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Przyrodniczych. To jest wielkie osiągnięcie, to moja metoda przebicia się przez konserwatyzm części kadry.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>