Wywiad z prof. dr hal. Andrzejem Hennelem cz. II

Wśród naszych studentów jest wiele osób wybitnych: jeszcze w szkole średniej dostawali stypendia związane z własnymi osiągnięciami, spotykali się na obozach naukowych dla młodzieży szczególnie uzdolnionej, rozwijali swoje zainteresowania pozaszkolne, są to tak zwane „genialne dzieci”.

Powiedziałbym, że nasze studia są zarówno dla tych wyjątkowo zdolnych, którzy przychodząc na uczelnię jeszcze nie wiedzą, co ich naprawdę interesuje, jak i dla tych, którzy bardzo dobrze to wiedzą, ale nie pasują do sztywnego schematu uniwersyteckiego. Jest wiele osób, które łączą biologię z chemią czy z psychologią, fizykę z matematyką. Z fizyką z kolei jest tak, że tradycyjny kurs fizyki uniwersyteckiej wymaga pracy w laboratoriach, jest to zresztą niezbędne dla większości kształconych studentów. Ale są też osoby, które mają „dwie lewe ręce”, nie radzą sobie w laboratorium, a potem mogą być bardzo dobrymi teoretykami. Mamy wielu studentów, którzy łączą fizykę z matematyką z nastawieniem na fizykę teoretyczną. Jest to spora grupa, która układa sobie własny, zupełnie odrębny program studiów. Oprócz tych większych grup mamy także „wolnych strzelców”, którzy w najdziwniejszy sposób wiążą geologię z chemią czy matematyką…

– Mając przy tym własną koncepcję?

– Mają swoją koncepcję. Każdy student ma swego opiekuna, to jest jednym z warunków studiów na MISMaP. Z nim układa program, a ja, jako kierownik studiów, oceniam programy pod względem formalnym, do mnie należy dbałość o to, czy program nie obejmuje zbyt wielkiej lub zbyt małej liczby godzin. Odpowiedzialność merytoiyczną za całość programu studiów ponosi opiekun.

– Powiedział Pan Profesor, że studenci MISMaP mają swoich opiekunów. Nad iloma studentami sprawuje pieczę jeden nauczyciel akademicki? Czasami jest tak, że jednym studentem opiekuje się jeden pracownik naukowy…

– Bo tak szczególny jest program studiów… Opiekunowie są ochotnikami. Każdy wydział współpracujący z MISMaP dostarcza listę profesorów i adiunktów, którzy chcą być opiekunami. Kandydatów na opiekunów jest wielu. Nie dziwię się temu. Indywidualna praca ze studentami sprawia satysfakcję, dobry student daje też nadzieje na pozyskanie w przyszłości dobrego asystenta.

Oczywiście, są miejsca oblężone, np. na genetyce przypada czasem pięciu studentów na jednego pracownika naukowego. Jest natomiast typowe, że jednym – dwoma studentami zajmuje się jeden opiekun.

– Czym przede wszystkim kierują się nauczyciele akademiccy, podejmując tego typu współpracę ze studentami? Opiekowanie się studentami o tak szczególnych oczekiwaniach przysparza przecież dodatkowej pracy, wymaga więcej starania, uwagi, większej liczby kontaktów, więcej przemyśleń…

– Mam nadzieję, że na Uniwersytecie Warszawskim pracuje jeszcze dostatecznie wiele osób, które właśnie z satysfakcją i przyjemnością robią takie rzeczy.

-To miałam nadzieję usłyszeć.

– Opiekunowie wciąż są ochotnikami i nie ma mowy o żadnym przymusie czy nawet nacisku. Oczywiście istnieją pewne dziedziny „rynkowe”, gdzie jest duża i łatwa możliwość zarobku, więc ze zdobyciem opiekunów z tych dziedzin mamy pewne trudności. Ale jest to problem generalny, z którym boryka się Uniwersytet. Natomiast na wielu wydziałach nie ma tego kłopotu, opiekunami chce być wielu profesorów.

– Ciekawi mnie samodzielny akces Wydziału Psychologii do uczestnictwa w organizowaniu studiów na MISMaP.

– To było tak: prof. dr hab. Stanisław Mika powiedział mi, że będąc jeszcze studentem, uczył się matematyki i bodajże fizyki. Wydział Psychologii sfawia studentom MISMaP warunek: nasi studenci mogą uczestniczyć w zajęciach na psychologii po pewnym przygotowaniu: na pierwszym roku psychologii dostępny jest dla nich jeden wykład „Wstęp do psychologii”, dopiero potem są mile widziani. Naszymi studentami opiekuje się p. doc. dr hab. Grażyna Wieczorkowska, która sama, oprócz psychologicznego, ma także wykształcenie matematyczne.

– Chciałabym zapytać o stosowany przez Państwa egzamin wstępny. Ze względu na dużą liczbę kandydatów w stosunku do założonej liczby miejsc, musi on mieć charakter selekcyjny. Ważne byłoby zatem pytanie, jakie predyspozycje kandydatów, przynajmniej w założeniu, sprawdza ten egzamin? W jakim stopniu wiedza, którą trzeba się wykazać, odbiega od wiedzy szkolnej?

– Zakładamy, że nasze studia są trudne. Wymagają odpowiedzialności za siebie, umiejętności podejmowania decyzji, bo w końcu student staje przed sporym wachlarzem możliwości. Osoba, która podejmuje te studia musi być naprawdę dobrym studentem, żeby dać sobie z tym wszystkim radę. W związku z tym uznałem, że egzamin ma prawo być trudny. Na dodatek, widząc tę bardzo dużą liczbę kandydatów, trzeba było przyjąć, że musi być egzaminem „do bólu” obiektywnym, dlatego jest to egzamin testowy. Ta forma egzaminu pozwala uniknąć wszelkiej dowolności w podejmowaniu decyzji związanych z ocenianiem. W zasadzie testy nie powinny wychodzić poza program szkolny, może w jego wersji szerszej, dotyczącej klas o odpowiednim profilu. Najważniejsze jest jednak to, że testy skonstruowano tak, aby wymagały od kandydatów przede wszystkim umiejętności myślenia. Na każde pytanie są gotowe cztery odpowiedzi, ale aby odpowiedzieć poprawnie, trzeba naprawdę pomyśleć. Kandydaci mają cztery godziny czasu na sto odpowiedzi, co wymaga błyskawicznych decyzji, szybkiego myślenia. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy zastosowane „sito” nie gubi diamentów, czy wśród tych, którzy odpadli na egzaminie nie ma osób, które mogłyby być wspaniałe, ale nie zdołały przez takie „sito” przejść. Jestem natomiast pewien, że osoby, które przeszły przez selekcję naszego egzaminu, w zdecydowanej większości są znakomitymi studentami. Mamy ogromną liczbę studentów ze średnią 4,5-5.

– Czy oprócz egzaminu stosuje się jakąś formę rozmowy kwalifikacyjnej?

– Nie. Musimy przeprowadzić egzamin szybko, prowadzimy go przed terminem normalnych egzaminów wstępnych, aby nie blokować studentom, którzy nie dostaną się na nasze studia, wstępu na inne kierunki. Ponadto – i to jest bardzo ważne – przeciwko stosowaniu rozmowy kwalifikacyjnej przemawia też moje silne przekonanie, że kandydaci z małych miasteczek w merytorycznej konkurencji nie zawsze przegrywają z kandydatami z ośrodków akademickich, zaś rozmowa kwalifikacyjna w nieuzasadniony sposób faworyzowałaby tych ostatnich. Nie prowadzimy też egzaminów z języka obcego, sądząc, że poziom znajomości języka w dużej mierze zależy od charakteru i zamożności środowiska, z którego pochodzą kandydaci. Ciągle mam chęć poszukiwania „Janka Muzykanta” i myślę, że co pewien czas takich „Janków” udaje się znaleźć. Oni oczywiście mogą być odszukani także na innych kierunkach, ale mam nadzieję, że na naszych studiach dajemy im większe możliwości.

– Ma Pan Profesor sposobność porównania słuchaczy tradycyjnie prowadzonych studiów ze studentami studiującymi w tej szczególnej formie. Co wynika z tego porównania? Czy studenci kształcący się w sposób tak dalece zindywidualizowany potrafią korzystać z pozostawionego im wyboru i jak wykorzystują tę swobodę? Czy jej nie nadużywają, czy są w jakiś sposób inni, czy też są tylko zdolniejszymi studentami, którym udało się przejść przez wyjątkowo trudne „sito” egzaminu?

– Trochę się różnią. Kształtuje ich zarówno egzamin wstępny, jak i cały przebieg studiów. Oni po prostu mają poczucie wolności i odpowiedzialności, w związku z tym – poza nielicznymi przypadkami, które wszędzie się znajdą (takie osoby odpadają, choć odsiew ten jest minimalny) – mamy studentów, którzy naprawdę chcą coś osiągnąć. Mamy w tej chwili już kilkanaście osób, które studiują jednocześnie medycynę (nie wybrane przedmioty na medycynie, ale pełne studia medyczne). Jest to dla nich wielkie wyzwanie. Większość studiuje rok medycyny w ciągu dwóch lat akademickich i w tym samym czasie kontynuuje studia na MISMaP. Jednej studentce udaje się nawet studiować w tym samym roku akademickim rok medycyny i równolegle rok na MISMaP. Trudno sobie wyobrazić, jak ona to robi, ale dotąd łączy z powodzeniem te wszystkie obowiązki. Osoby studiujące jednocześnie MISMaP i medycynę będą dążyły do tego, aby być lekarzami z dyplomem Akademii Medycznej oraz licencjatami po trzyletnich studiach na Uniwersytecie. Jestem przekonany, że będą to lepsi lekarze. Jeśli kandydat na lekarza już w czasie studiów czuje niedosyt wiedzy i chce się uczyć także na uniwersytecie, to tylko trzeba mu w tym dopomóc. To jest przy- kład, jak oni są twardzi i ambitni. Istnieją także przypadki łączenia studiów na MISMaP ze studiami w innych uczelniach, ale one są znacznie rzadsze,

– Kogo przede wszystkim MISMaP chce wykształcić?

– Pragnę, aby na naszych studiach kształceni byli ludzie, którzy przejdą przez studia z satysfakcją, będą się uczyli tego co Ich Interesuje, osiągną wiedzę i dyplom, na których im zależy. Nie ma nic gorszego, niż pójść na studia, które człowiekowi nie odpowiadają, a to przecież często się zdarza,

– Jak w praktyce wyglądają kontakty studentów z ich opiekunami?

– Są to sprawy bardzo indywidualne. Istnieją osoby bardzo samodzielne, które odwiedzają opiekuna z rzadka, są także studenci, których kontakty z opiekunami bywają częstsze i ściślejsze. Nasz system jest zbliżony do systemu tutorskiego, studenci mają dużo swobody i samodzielności, ale także prawo bezpośredniego kontaktu z opiekunem naukowym, jeśli tego potrzebują. Staramy się szanować indywidualne podejście studentów. Chcielibyśmy dać studentom, zwłaszcza na starszych latach, sporą swobodę decyzji, także w kwestii wyboru przedmiotów. Możemy to robić, mamy bowiem najczęściej do czynienia ze studentami bardzo odpowiedzialnymi, którzy potrafią, szczególnie na starszych latach, dokonywać trafnych wyborów.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>