Rozmowa z A.K. Wróblewskim – kontynuacja

Jeśli edukacja zacznie się u nas liczyć, zacznie być przez obywateli ceniona, to ludzie będą gotowi oszczędzać na studia dla swoich dzieci, tak jak było przed wojną. Będą chcieli, aby ich dzieci zdobyły wykształcenie dla zapewnienia im lepszego startu życiowego, lepszej pozycji społecznej.

– Czy są w Polsce podejmowane próby oszacowywania poziomu naukowego i dydaktycznego wyższych uczelni przez towarzystwa naukowe, organizacje zawodowe lub przez inne instytucje?

– Znam rankingi robione przez dziennikarzy. W dwu z nich Uniwersytet Warszawski był na pierwszym miejscu, a w trzecim chyba na drugim. O próbach oceny systemu szkolnictwa wyższego pod względem jego jakości nie słyszałem. Chodzi Pani zapewne o coś podobnego do amerykańskiego systemu akredytacji, który zapewnia wyższym uczelniom możliwość potwierdzenia ich poziomu naukowego i edukacyjnego przez kompetentne instytucje. Niezależnie od tego, czy istnieją akredytacje, każdy wie, które uniwersytety są naprawdę dobre. Każdy wie, że Harvard czy Oxford jest dobry. Pierwszą piętnastkę łatwo byłoby wymienić i w Polsce, dalej zaczęłyby się kłopoty.

– W Europie Zachodniej podejmowane są próby stworzenia systemu kontroli jakości, który mógłby funkcjonować w wielu krajach, a u nas dotychczas podejmowane próby oceny jakości są bardzo ubogie.

– To prawda. Widzę tu spore pole do działania dla Centrum Badań Polityki Naukowej i Szkolnictwa Wyższego. Moim zdaniem, ważniejszym problemem niż próby kontroli jakości jest kompatybilność. W Stanach Zjednoczonych istnieje od dawna Credit-Transfer-System. W Europie Zachodniej został ostatnio opracowany European-Credit-Transfer-System, który nie został jeszcze wprowadzony, ale musi zostać wprowadzony ze względu na ERASMUS-a i ze względu na proces integracji europejskiej. My nie jesteśmy zupełnie do tego przygotowani. Nie mamy opracowanego takiego systemu nawet dla jednej uczelni, nie mówiąc już o całym kraju. Na Uniwersytecie Warszawskim mamy system kredytowy (punktowy) dopiero na kilku wydziałach. A powinniśmy być kompatybilni z resztą świata, a przynajmniej z Europą. System ten umożliwiałby naszym studentom wyjazd w czasie studiów, powiedzmy na rok, do Wioch, i kontynuowanie tam nauki dzięki możliwości przeniesienia kredytów.

Na Uniwersytecie Warszawskim system kredytowy został wprowadzony po raz pierwszy trzy lata temu na wydziale fizyki.

– System kredytowy jest jednym z elementów przeprowadzanej reformy Uniwersytetu. Panie Rektorze, jak idzie Panu reformowanie uczelni?

– Po grudzie. Dwie rzeczy utrudniają reformę. Pierwsza – to legislacja. Ustawa ulokowała władzę wykonawczą na poziomie wydziału. Władza rektorska jest bardzo ograniczona. Rektor nie może nic zadekretować. Ja co najwyżej mogę pójść, namawiać i prosić, aby wprowadzono taką lub inną zmianę, jak obejmowałem stanowisko to optymistycznie zakładałem, że uda mi się zreformować Uniwersytet. Udało mi się jedynie na moim własnym wydziale, to jest na fizyce. Druga – to postawy kadry. System zbliżony do kredytowego istniał u nas przed wojną i kilka dobrych lat po wojnie, tylko tak się nie nazywał. Nie jest więc to coś całkiem nowego. Później zrobił się z planu studiów rozkład jazdy z bardzo szczegółowymi regulacjami. Teraz, aby to zmienić trzeba zmienić całą psychologię kadry, to jest postawy, oczekiwania, potrzeby i nawyki.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>