Mój uniwersytet – dalszy ciąg

W egzaminach wstępnych uczestniczę od 1956 r., a przecież mam odwrotne wrażenie: wydaje mi się, że mniej więcej od czterech lat jest wyraźnie lepiej. Potwierdzają to egzaminatorzy, którzy mają szersze pole obserwacji, bo egzaminują co roku na innym kierunku studiów. Czy to znaczy, że szkoły średnie poprawiły się? Na pewno nie – po prostu można zaobserwować (także wśród studentów) nowe motywacje do nauki. Oczywiście, dotyczy to jakiejś części młodych ludzi, ale już ta część sprawia, że praca na uniwersytecie znów przynosi przyjemność. Zawsze były szkoły lepsze i złe, nigdy dobrzy kandydaci na studia nie wynosili swej wiedzy wyłącznie ze szkoły, zawsze są źli I lepsi studenci. Jeszcze w latach siedemdziesiątych na kierunki społeczne i humanistyczne (poza paroma dość wąskimi) byii przyjmowani ludzie, którzy dziś nie mieliby na to żadnych szans (jest to trochę efektem „falowania” krzywej demograficznej).

Mimo to przyłączam się do opinii, że edukacja jest chora. Objawami tej choroby są: przeciążenie (na jednego nauczającego przypada za wielu uczących się, a na metr kwadratowy – za dużo i jednych, i drugich), marnotrawstwo środków (także finansowych, których poza tym jest za mało), marnotrawstwo sił ludzkich (którego rezultatem jest jeśli nie negatywna, to na pewno nie najwłaściwsza selekcja kadr), zbyt wąskie specjalizacje, niedbałe

Autorka jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. prowadzenie zajęć itd. Nie chodzi tu jednak o wyliczanie przyczyn, objawów i skutków choroby, bo glosy w tej sprawie były ostatnio wyjątkowo obfite.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>