Liczba studentów – dalszy opis

Jeśli pominąć profesjonalne publikacje Centrum Badań Polityki Naukowej I Szkolnictwa Wyższego Uniwersytetu Warszawskiego, autorzy artykułów i wypowiedzi, w tym wysocy urzędnicy MEN, są co najmniej niefrasobliwi w operowaniu liczbami.

Nie wiemy, jakiej populacji dotyczą dane, porównuje się rzeczy nieporównywalne (np. liczbę studentów w Polsce ze „studentami” w USA), podaje się dane wyrywkowe (dobrze, jeśli z jednego roku), które nie pokazują tendencji zmian. Nie sądzę jednak, by dla przedstawionych tu propozycji statystyka była najważniejsza, dlatego nie przeprowadzam takiej analizy

Nie ulega też wątpliwości, że wzrost ilościowy musi wywrzeć negatywny wpływ na jakość – na to prawie nie ma rady. Jeżeli więc nasz system I wyniki są złe, a pieniędzy jest za mało, tym bardziej nie można dążyć do wzrostu Ilościowego. Mamy uleczyć tych chorych, których juz zaraziliśmy złą nauką, a nie zarażać nowych. Chyba tylko demagogia i interesy środowiska każą formułować takie zdania zacnego gremium jak: „Radykalne zwiększenie liczby studentów [uznaje się za] podstawowy warunek przezwyciężenia cywilizacyjnego zacofania Polski”9. Rozwój cywilizacyjny mierzy się różnymi wskaźnikami, także liczbą studentów, pod warunkiem, że są przyzwoicie – i w ludzkich warunkach – kształceni. Potrzeby rynku może zaspokoić sieć szkół prywatnych, wobec których obecna polityka jest chyba właściwa: wolno je zakładać, ale są licencjonowane, ponieważ państwo ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo obywateli (także materialne, również klientów prywatnego szkolnictwa). Społeczne koszty ścigania za oszustwa czy szarlatanerię mogą być zbyt duże.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>